sobota, 5 kwietnia 2014

[31] Impulsywna


            - Odbierz, mała, odbierz ten cholerny telefon - syknął, wpatrując się w rozpaczą w padający za oknem śnieg. - Odbierz wreszcie.
Nie odbierała. Przez cały wczorajszy wieczór, noc i dzisiejszy poranek, nie odebrała, nie odpisała, nie zrobiła nic. Nie dała znaku życia. Schlierenzauer wariował ze strachu. Nie wróciła do hotelu, nikt jej nie widział w pobliżu, nikt nic nie wiedział.
Blanka zniknęła, a Gregor obawiał się, że na zawsze.
- Uspokój się - mruknął Loitzl, stając za młodszym kolegą. - Nerwami nic nie zdziałasz.
Problem w tym, że nie był w stanie się uspokoić, nie był w stanie wytłumaczyć sobie, że Blanka to dorosła kobieta, że sobie poradzi, że pewnie niedługo wróci i wtuli się w jego silne ramiona, szepcząc, jak bardzo go kocha. Nagle zdał sobie sprawę, że drży.
Zacisnął dłonie na blacie biurka, przy którym stał, wpatrując się tępo w Zakopane za oknem. Ze strachu nie był już w stanie logicznie myśleć.
- Nie uspokoję się, do cholery, nie dam rady - syknął. - Zabiję się, jeśli przeze mnie coś jej się stanie, rozumiesz? Nie przeżyłbym tego.
Czuł się, jakby powoli uciekało z niego życie, sącząc się z każdą chwilą, w której nie wiedział, co dzieje się z jego Blanką. Musiał się upewnić, że jest bezpieczna. A nikt nie mógł go o tym zapewnić.
- Idę do Pointnera - powiedział nagle. - W dupie mam, co o mnie myśli, w końcu to Thomas jest jego ulubieńcem, ale Blanka musi się znaleźć.
Loitzl nic nie powiedział, wyszedł z pokoju za młodszym kolegą. Martwił się o oboje, i o roztrzęsionego Gregora, i o Blankę, którą zdążył polubić. Dobrze wiedział, że Grabarska była ostatnio w fatalnej kondycji psychicznej.
Schlierenzauer bez pukania otworzył drzwi pokoju trenerów i wpadł do środka.
- Blanka zniknęła - powiedział głosem drżącym lekko z niepokoju. - Od wczoraj nie daje znaku życia, nie odbiera telefonów, od nikogo. Zniknęła...
Pointner przez moment przyglądał się skoczkowi z uwagą.
- Jest dorosła, jest w swoim kraju, nie jest niepełnosprawna umysłowo. Poradzi sobie, jej wybór, że uciekła. Może po prostu miała cię dość, Schlierenzauer - rzucił złośliwie. Gregor zacisnął dłonie w pięści i zrobił krok w kierunku trenera.
- Ty... - zaczął. - Nie masz prawa tak mówić, ty... - wycedził. Loitzl położył mu ręce na ramionach i pociągnął w stronę wyjścia.
- Gregor - rzucił ostrzegawczo. - Tak jej nie pomożesz.
Młody skoczek zacisnął wargi i dał się wyprowadzić z pokoju bardziej doświadczonemu koledze. Oddychał płytko, nierówno, jego serce biło szaleńczym rytmem, ze strachu, z irytacji, z wściekłości na samego siebie, że wypuścił Blankę z rąk.
Przeklinając głośno, uderzył pięścią w ścianę. Nie panował nad sobą, nad swoimi emocjami. Nie mógł wytrzymać, nie mógł znieść przeraźliwie bolesnego strachu o Grabarską.
- Cholera, muszę ją znaleźć - powiedział, bardziej do siebie niż do stojącego za nim Loitzla. Wolfgang poklepał go delikatnie po ramieniu.
- Pomogę ci, Gregor - mruknął. - Chłopaki też. Znajdziemy Blankę, całą i zdrową, zobaczysz.
Schlierenzauer spojrzał na skoczka pustym wzrokiem, jakby tracił już nadzieję, że zobaczy jeszcze swoją ukochaną. Oparł się plecami o ścianę, zaciskając powieki. Przed oczami zatańczył mu obraz ukochanej, znikającej za drzwiami hotelu, poranionej, uciekającej od niego, by nie powodować bólu.
Dlaczego nie potrafiła ignorować innych? Dlaczego nie chciała skupić się tylko na swoim szczęściu?
- Gregor...
Podniósł wzrok. Zauner, Fettner i Kofler stali obok Loitzla, patrząc niepewnie na Schlierenzauera.
- To nie tak, że od teraz wam kibicujemy i mamy w dupie Thomasa - zaczął Kofler. - Ale martwimy się o Blankę.
- Pomożemy ci jej szukać - dodał Manu. - Znajdziemy ją, Schlier.
Gregor nie był w stanie nawet się uśmiechnąć. Zagryzł wargi, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w kolegów z drużyny. Był przerażony, nie mógł wyzwolić się z kleszczy strachu, który nim owładnął. Chciał po prostu wiedzieć, że jego mała Blanka jest bezpieczna.
- Dzięki - mruknął. Loitzl położył dłonie na ramionach Schlierenzauera i ścisnął je.
- Chodźmy - zaproponował. - Nie traćmy czasu.

            Bateria w jej telefonie wskazywała już tylko marne osiem procent. Ekran migał co chwilę, wzbudzany kolejnymi nieodebranymi połączeniami od Gregora, do których dołączył po jakimś czasie Loitzl, Kofler i Fettner. Wpatrywała się tępo w urządzenie, nie czując już spływających po jej policzkach łez.
- Blanka... - zaczęła Magda. - Siedziałaś tak całą noc. Napisz mu chociaż, że jesteś bezpieczna - poprosiła. Grabarska powoli odwróciła głowę, patrząc na towarzyszkę.
- Boję się - wyszeptała. - Boję się konfrontacji, przyznania się, dlaczego uciekłam. Z egoizmu. Bo bałam się reakcji innych. Bałam się o samą siebie. Ja na niego nie zasługuję, Magda. Nie zasługuję na Gregora i nie zasługiwałam na Thomasa. Nigdy.
Ukryła twarz w dłoniach, czując łzy gromadzące się w jej bursztynowych oczach.
Towarzysząca jej blondynka wpatrywała się w nią z niepokojem.
- Blanka... - zaczęła niepewnie. - Może powinnaś wyjechać... Zmienić otoczenie, wszystko sobie na spokojnie poukładać...
Grabarska powoli opuściła ręce, patrząc na Magdę. Zagryzła wargi, powstrzymując szloch.
Drżącymi rękami sięgnęła po telefon. Liczba nieodebranych połączeń sięgnęła już setki. Po chwili na wyświetlaczu ukazał się znany jej numer, opisany jako Kofelix.
- Mają prawo wiedzieć, że jesteś bezpieczna - powiedziała Magda. Grabarska zawahała się. Wyobrażała sobie, co musiał czuć Gregor, przez nią, znowu przez nią cierpiał. Krzywdziła wszystkich, którzy pozwolili jej się do siebie zbliżyć.
Drżącymi palcami wystukała wiadomość, krótką i lakoniczną, może zbyt krótką i lakoniczną, by uspokoić Gregora i wyjaśnić mu wszystko, co się w niej zmieniło w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin. Zapewniła go tylko, że jest cała, zdrowa i bezpieczna, i że za jakiś czas się odezwie.
Może znowu działała impulsywnie, ale bała się myśleć, bo od jakiegoś czasu niemalże każda myśl raniła ją jak ostrze biegnące po bezbronnej, nagiej skórze.
Wybrała dobrze sobie znany numer i nacisnęła "zadzwoń". Po kilku chwilach w słuchawce usłyszała znajomy, ciepły głos.
- Tom Hilde.
- Tom... jesteś już w Norwegii, tak? - spytała cicho.
- Jestem. Blanka, co się dzieje? - Słyszała strach w głosie przyjaciela. Zacisnęła wargi.
- Mogę... mogę przyjechać? Na kilka dni?
Przez chwilę w słuchawce panowała cisza. Blanka słyszała spłycony oddech Norwega.
- Zawsze. Co się stało? - zapytał.
- Muszę odpocząć, wszystko sobie przemyśleć - wyjaśniła. Zacisnęła powieki, czując pieczenie nadchodzących łez. Nie chciała znowu płakać. Miała już dość bólu.
Rozłączyła się bez pożegnania i podniosła pusty wzrok na Magdę. Blondynka wystukała szybko wiadomość na telefonie i uśmiechnęła się delikatnie do Grabarskiej.
- Jutro Daria leci do Oslo, do Toma - powiedziała jasnowłosa. - Miałam lecieć z nią, ale zdążę jeszcze zwiedzić Bergen. - Pogrzebała w torebce i wyciągnęła prostokątny kartonik. - Jest twój, Blanka.
- Dzięki - mruknęła Grabarska. Chciała wierzyć, że to jej pomoże, że tego właśnie potrzebuje.

            Gregor szalał ze strachu. Nigdzie nie znaleźli Blanki, a wiadomość od niej wcale go nie uspokoiła. Była zbyt krótka, zbyt lakoniczna i zawierała zbyt mało informacji. Gdzie była jego Blanka? Dokąd uciekła? Z kim?
Nie mógł sobie wybaczyć, że pozwolił jej wymknąć się ze swoich rąk.
- Psiakrew, Schlierenzauer, bądź rozsądny - syknął Kofler, stojąc w drzwiach hotelu z rękoma splecionymi na piersiach. - Jak dostaniesz zapalenia płuc na tym mrozie to na pewno jej nie znajdziesz.
Wpatrywał się tępo w poszarzałe niebo, z którego powoli spadały płatki śniegu. Z każdą chwilą coraz bardziej się o nią martwił.
- Gregor, wracaj do środka. - Kolejny głos, zmartwiony, mniej natarczywy niż Andreasa. Loitzl podszedł do młodszego kolegi i pociągnął go za ramię. - Napisała ci, że się odezwie. Że jest cała i zdrowa. Chodź, Gregor.
Nie do końca świadomie podążył za Wolfim, zaciskając dłonie w pięści.
Cholera jasna, Blanka, co ci strzeliło do głowy? Dlaczego uciekłaś?
Cholera, mała... wróć.

            Przez cały lot Grabarska nie odezwała się ani słowem. Daria kilkakrotnie pytała, próbowała wybadać, co się stało, ale jej przyjaciółka pokręciła tylko głową, wycierając z policzków łzy. Wpatrywała się w zmieniający się krajobraz za oknem, zagryzając wargi, pogrążona w niewesołych myślach. Drgnęła, widząc zbliżającą się płytę lotniska w Oslo. Gdzieś tam czekał Hilde, jej najlepszy przyjaciel. Dobrze wiedziała, że jemu będzie musiała odpowiedzieć na pytania, które zadawali sobie wszyscy. Dlaczego. Dlaczego, Blanka, dlaczego od niego uciekłaś.
Instynktownie wyczuwała szczęście siedzącej obok Darii. Daria była szczęśliwie zakochana, nareszcie szczęśliwie, i właśnie leciała do mężczyzny swojego życia.
Powitał je na lotnisku, z bukietem dla brunetki, ale najpierw zwrócił się do Blanki.
-  Powiesz mi, co się dzieje? - spytał łagodnie. Pokręciła głową.
- Nie tutaj, Tom - szepnęła, odzywając się pierwszy raz od startu z lotniska Kraków-Balice. - Jedźmy do domu, proszę.
Zaciskając dłoń na rączce walizki, podążyła szybkim krokiem przez zatłoczone lotnisko Oslo-Gardemoen. Hilde wpatrywał się przez chwilę w jej plecy, okryte rozrzuconymi kosmykami potarganych włosów. Instynktownie splótł swoje palce z palcami stojącej obok Darii.
- Ona jest jak moja siostra, wiesz? - odezwał się. - Cholera, jeśli Schlieren w jakikolwiek sposób ją skrzywdził albo skrzywdzi...
- Nie skrzywdziłby jej, Tom - odparła Daria. - Za bardzo ją kocha. Oboje kochają się jak wariaci. I to chyba jest ich problem.
- Martwię się o nią - mruknął. Brunetka pokiwała głową.
- Ja też. Cholera, ja też.

            Dźwięk telefonu wybudził go z letargu, w jakim się pogrążył, wprawiając w zaniepokojenie i tak już zdenerwowanych kolegów z kadry. Siedzieli w jego pokoju, wpatrując się w milczącego Schlierenzauera, ale Gregor uparcie nie reagował, jakby nie istnieli. Jakby on sam już nie żył.
- Odbierz, na miłość Boską - syknął w końcu Fettner. - Odbierz, bo wszyscy tu powariujemy.
Mechanicznie wyciągnął dłoń po telefon i nacisnął przycisk.
- Schlierenzauer - powiedział pustym, cichym głosem. Po chwili jego twarz zmieniła się, pojawiły się na niej emocje inne niż pustka i otępienie.
- Gregor, tu Hilde - usłyszał. - Blanka jest tutaj, u mnie. Prosiła, żebym cię poinformował. Jest cała i zdrowa, nie martw się. Mówiła, że... daj jej czas, Gregor. Pozwól jej sobie to wszystko poukładać. Przemyśleć. Potrzebuje tego. Oboje tego teraz potrzebujecie.
- Dzięki - mruknął Schlierenzauer. Zakończył połączenie i spojrzał na kolegów z kadry, siedzących wokół niego.
- Co jest? - spytał Fettner.
- To Blanka? Co mówiła? Gdzie jest? Czemu uciekła? - zasypał go pytaniami Kofler. Kątem oka Schlierenzauer dostrzegł Morgensterna stojącego w drzwiach pokoju, walczącego ze sobą, rozdartego między miłością do Grabarskiej a nienawiścią do jej ukochanego.
- Jest w Norwegii - powiedział cicho. - Hilde się nią zajął. - Powiódł wzrokiem po Austriakach. - Wyjdźcie.
Stał na środku pokoju, pustym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń, póki wszyscy nie opuścili jego pokoju. Loitzl zamknął drzwi, rzucając ostatnie, zmartwione spojrzenie na Gregora.
Schlierenzauer z wściekłości rzucił telefonem o ścianę, zaciskając powieki. Nie płakał, był facetem, ale tak bardzo potrzebował Blanki w swoim życiu.
Bezsilnie opadł na podłogę, bezsilny, po raz drugi w życiu tak załamany, pierwszy raz od śmierci jego siostry.


~*~
Nie wymagajmy za wiele od rozdziału pisanego trzy miesiące.
Kajam się i tak dalej, ale nowość pewnie gdzieś po maturach dopiero się pojawi.